Przyszła szefowa MEN broni Karty Nauczyciela

Plik umieszczono na stronie 14. 11. 2015 r.

 

Trzy lata urlopu dla poratowania zdrowia to nie jest dużo. Nauczyciel musi mieć czas na zresetowanie się — powiedziała Anna Zalewska, przyszła minister edukacji w rządzie PiS w wywiadzie dla radia TOK FM (12.11.2015 r.).

Anna Zalewska w rozmowie z Janiną Paradowską broniła m.in. zapisanego w Karcie Nauczyciela urlopu dla poratowania zdrowia. Przypomniała, że to „nie są trzy lata wolne”. — Nauczanie to bardzo specyficzna, misyjna praca, polegająca na tym, że dzieci się nie tylko edukuje, dzieci się wychowuje, rozmawia się z rodzicami, rozwiązuje się rodzinne problemy, dbając o dziecko w szkole i domu. To praca bardzo silnie obciążająca psychicznie. Na wytchnienie, odpoczynek, zresetowanie — te trzy lata to nie jest dużo. Nauczyciel musi być świeży, musi mieć głowę pełną pomysłów, pomyśleć też o swoim zdrowiu — mówiła Zalewska.

Przyszła szefowa MEN polemizowała też z postulatem ograniczenia lub likwidacji Karty Nauczyciela jako dokumentu rzekomo nie pozwalającego dyrektorom na zwalnianie nauczycieli ze słabymi wynikami w pracy. — Dziwię się dyrektorom, bo to świadczy o słabości dyrektorów — jeśli nie potrafią zarządzać kadrą, według mnie doskonale przygotowaną. Do oświaty trafiają bardzo wybitni ludzie. Czy jeśli dyrektorzy będą mieć kodeks pracy, to będą mogli z taką łatwością zwalniać? Dlaczego tak zależy im na zwalnianiu? — pytała Zalewska.

Posłanka PiS zaapelowała też do prowadzącej audycję o „obalenie mitu 18 godzin” pracy nauczycieli. — Każdy nauczyciel, gdyby poprosiła go pani o wykaz obowiązków powyżej 18 godzin, to by taką przedstawił — od rad pedagogicznych, po wycieczki, konkursy, olimpiady, spotkania z rodzicami. Bardzo często to wychodzi powyżej 60 godzin tygodniowo — stwierdziła.

Oświatę wkrótce czekają duże zmiany. — Jestem osobą, która w sposób zdeterminowany, ale bardzo wyważony, przy pełnej konsultacji i dialogu ze społeczeństwem, uczniami, rodzicami i nauczycielami, w sposób jak najmniej konfliktowy wdrażać zmiany. Zmiany będą duże. Począwszy od tych, które wydają się być proste i będą zaproponowane w grudniu, czyli odstąpienie od przymusu pójścia do szkoły 6-latków. Odpowiadamy na apel rodziców, którzy podpisali się pod projektami. Będziemy mieć kilka miesięcy, by dokonać zmian — zapowiedziała Zalewska.

Rząd PiS będzie też zdeterminowany do „wygaszenia” gimnazjów. Dyskusja na ten temat rozpocznie się krótko po wygłoszeniu w Sejmie przez Beatę Szydło exposé nowego rządu. Co nastąpi prawdopodobnie w przyszłym tygodniu. Procedura wygaszania gimnazjów ma się odbyć tak, żeby nauczyciele nie stracili miejsc pracy. — Zapewniam nauczycieli, że zanim będzie mowa o wygaszaniu gimnazjów, bo debatę rozpoczniemy w styczniu, zostaną zmienione podstawy programowe. Tak, żeby m.in. z tych przedmiotów, które zostały ograniczone, czyli z fizyki, historii, biologii, chemii, były dodatkowe godziny. Nie zmieni się liczba oddziałów i uczniów. Jeśli nauczyciele dostaną dodatkowe godziny, to zwolnień nie będzie — obiecała przyszła szefowa MEN. — Diagnoza dla tego systemu jest okrutna. Po kilkunastu latach trzeba zmienić system. Trzeba być odważnym, ale też odpowiedzialnym. To będzie ewolucja przeprowadzona razem z nauczycielami i związkami zawodowymi — dodała.  

Za jedno z zadań Anna Zalewska postawiła sobie również ograniczenie biurokracji w szkole.

— Z edukacją jestem związana od 1989 r. Byłam nie tylko nauczycielem, ale też organem prowadzącym. Pracowałam w samorządzie Kończyłam jako wicestarosta powiatu świdnickiego. O szkole w sposób praktyczny wiem prawie wszystko. Wspierałam protestujących nauczycieli i rodziców przy okazji likwidacji szkół — przypomniała.

Źródło: Głos Nauczycielski