Karta Nauczyciela. Wywalczona w boju

Plik umieszczono na stronie 28. 08. 2014 r.

 

Według minister edukacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej Karta Nauczyciela powinna zostać zlikwidowana, bo jest to „jeden z pierwszych dokumentów stanu wojennego”. Tymczasem Karta, chociaż rzeczywiście uchwalona przez Sejm w 1982 roku, była raczej owocem „karnawału wolności” i oddolnej dyskusji o polskiej oświacie, jaka wybuchła na fali zmian w latach 1980-81.

Przypominamy artykuł „Głosu nauczycielskiego” opublikowany 8 lutego 2012 r. na 30-lecie nauczycielskiej ustawy branżowej.

glos_karta_ma_30_lat Uchwalona 30 lat temu Karta Nauczyciela zapewniała nauczycielom stabilizację. Jednocześnie gwarantowała uczniom dobrze wykształconych belfrów, nowoczesne metody nauki i odpowiednio wyposażone szkoły.

 „Dziś można powiedzieć, że nauczyciele mają ustawę, na jaką czekali wiele lat. Zapewne nie jest ona doskonała, ale może satysfakcjonować” — tak Głos Nauczycielski przyjął uchwalenie przez Sejm 26 stycznia 1982 r. Karty Nauczyciela. Dokument ten wszedł w życie 1 lutego. Pierwszy w tamtym roku Głos ukazał się z datą 14 lutego, po przerwie wywołanej wprowadzeniem stanu wojennego, wydarzenia kluczowego nie tylko w historii Polski, ale i w historii Karty.

 

Równa miara dla wszystkich

Nauczyciele długo musieli walczyć o ten dokument. I to ze wszystkimi — z dużą częścią społeczeństwa, z przywódcami NSZZ „Solidarność” oraz z władzą. Bo rządzący PRL niechętnie godzili się na ustępstwa wobec tej grupy zawodowej (skąd my to znamy!). Wobec nauczycieli używano zresztą wówczas tych samych argumentów, którymi tak ochoczą chłosta się tę grupę zawodową także dziś. „Bywało więc, że zarzucano Związkowi i całemu środowisku, iż widzą tylko pieniądze i że chodzi im o przywileje” — czytamy w Głosie (1/1982).

Czemu środowisko tak bardzo walczyło o swoje? Ponieważ 30 lat temu nauczyciele, podobnie jak dziś, znajdowali się na ostatnim miejscu na liście zawodów, jeśli chodzi o wysokość zarobków. „Nauczyciele, choć w stosunku do tego, co mieli, żądali wiele, nie chcieli więcej od innych; nie żądali lepszego traktowania niż inne zawody. Chodziło tylko o jedno: o sprawiedliwą miarę dla wszystkich” — pisał ówczesny GN.

Karta Nauczyciela była ogromnym sukcesem Związku Nauczycielstwa Polskiego, który najgłośniej domagał się uchwalenia przez Sejm tego dokumentu. ZNP powołał 25 października 1980 r. zespół roboczy w sprawie opracowania koncepcji zmian. Miesiąc później powołano Społeczną Komisję Związkową ds. Nowelizacji Karty Praw i Obowiązków Nauczyciela.

Karta po Karcie

Karta Praw i Obowiązków Nauczyciela była poprzedniczką Karty Nauczyciela, pochodziła z 1972 r. i 10 lat później była anachroniczna aż do bólu.

Czemu? Przeciętny belfer pracował wtedy praktycznie na dwóch etatach. Pensum według starej Karty wynosiło oficjalnie — 26 godzin w szkołach podstawowych i 22 w średnich, faktycznie jednak nauczyciele spędzali „przy tablicy” przeciętnie 30 godzin tygodniowo (w przypadku nauczycieli na wsi — 32 godziny). Wszystko z powodu niby nieobowiązkowych godzin ponadwymiarowych, które jednak każdy nauczyciel musiał realizować, czy to mu się podobało, czy nie. Poprzednia Karta nie chroniła go bowiem w żaden sposób przed nadużyciami ze strony dyrektorów. W sumie nauczyciel pracował średnio ok. 50 godzin tygodniowo. Nawet przy tak stachanowskich warunkach pracy obliczano, że brakuje ponad 33 tys. nauczycieli.

Wiele przepisów poprzedniej Karty warte było tyle, ile papier, na którym je spisano, jak np. przepisy dotyczące urlopów. Ponieważ rząd nigdy nie wydał rozporządzenia na ten temat, każdy dyrektor robił to, co mu się podobało. Rząd przez 10 lat nie wydał też rozporządzenia na temat komisji dyscyplinarnych nauczycieli, w efekcie czego obowiązywały przepisy z… 1933 r.

Notabene dyrektorem szkoły praktycznie mógł zostać praktycznie każdy. Często zdarzało się, że w szkołach na kierowniczych funkcjach upychano odwoływanych dyrektorów fabryk i przedsiębiorstw niemających nic wspólnego z edukacją, którzy doprowadzili swoje zakłady na skraj bankructwa. Stanowili jednak część nomenklatury, której — z zasady — należał się dyrektorski stołek. Nic dziwnego, że awans nauczycieli odbywał się według niejasnych reguł, często po uważaniu dyrektorów.

Środowisko najbardziej jednak bulwersował przepis starej Karty pozwalający władzom dowolnie przenosić nauczycieli z jednego krańca Polski w drugi, bez pytania go o zdanie, bez zapewnienia mu mieszkania czy miejsca pracy dla współmałżonka. Często nie interesowano się nawet tym, czy przenoszony nauczyciel ma kwalifikacje do nauczania konkretnych przedmiotów! Na porządku dziennym było też przenoszenie nauczycieli do innej szkoły znajdującej się w tej samej gminie. Co — przy odległościach między szkołami rzędu kilkunastu kilometrów i braku transportu publicznego — było formą represji wobec niepokornych belfrów.

„Godziny karciane” już były!

Jeśli ktoś myśli, że „godziny karciane” są inicjatywą b. szefowej MEN Katarzyny Hall, to jest w dużym błędzie. Dwie bezpłatne godziny tygodniowo w kalendarzu każdego nauczyciela wymyślono bowiem już za czasów Edwarda Gierka! W starej Karcie istniał przepis o tzw. dwóch bezpłatnych koleżeńskich zastępstwach, które teoretycznie miały być wykorzystywane wyłącznie w nagłych przypadkach. W szarej, szkolnej rzeczywistości stały się natomiast nieoficjalnym, „dobrowolnym” świadczeniem nauczyciela wobec szkoły. W niektórych placówkach bezpłatne godziny wpisywano nawet do planów zajęć.

Na początku 1981 r. wspomniany wcześniej zespół ZNP opracował projekt zmian w Karcie. Związek domagał się m.in. tego, by kandydaci na stanowiska kierownicze w szkołach musieli pochwalić się kwalifikacjami zawodowymi, moralnymi oraz uzdolnieniami do pełnienia tej funkcji. ZNP proponował uzależnienie uposażenia nauczycieli od poziomu wykształcenia, stażu oraz od wyników pracy (chodziło o to, by świetni nauczyciele mogli awansować szybciej i więcej zarabiać).

Równocześnie Ministerstwo Oświaty i Wychowania powołało zespół roboczy ds. nowelizacji Karty. Opracowany tam projekt nie został jednak przez Sejm przyjęty — obradujący w okresie politycznego odprężenia posłowie zarzucali rządowi m.in. antynauczycielskie i antyzwiązkowe pomysły i patrzenie na oświatę wyłącznie przez okulary urzędnika. Sejmowa Komisja Oświaty i Wychowania postanowiła więc skorzystać także z projektu ZNP-owskiego. Prace toczyły się w pluralistycznym gronie: przedstawiciele ZNP, NSZZ „Solidarność”, urzędnicy.

Jak po grudzie

Rząd i PZPR sprzeciwiały się proponowanym przez ZNP zmianom w Karcie. Obradujący w kwietniu 1981 r. XXXII Zjazd ZNP w oficjalnej uchwale uznał nawet „wystąpienie obywatela wicepremiera M.F. Rakowskiego i stanowisko resortu w sprawie realizacji porozumień społecznych z dnia 17 listopada 1980 r. (jeden z etapów negocjacji — przyp.red.) jako daleko odbiegające od oczekiwań środowiska oświaty”. I dlatego zawiesił swoje obrady do czerwca 1981 r. „Decyzja Zjazdu jest protestem przeciwko opieszałości realizacji umów społecznych przez kierownictwo resortu i rząd” — można było przeczytać w uchwale Zjazdu.

Minister oświaty Bolesław Faron zgadzał się wówczas tylko na część postulatów, proponując uczestnikom zjazdu m.in. pensum w wysokości 22 — 20 godzin (nie do zaakceptowania przez nauczycieli). — Sytuacja jest ciągle fatalna. Jako rząd nie mamy dziś naprawdę żadnych środków, które mogłyby zmienić bardzo szybko sytuację gospodarczą ze złej czy katastrofalnej na lepszą — mówił delegatom wywołany do tablicy Mieczysław Rakowski.

Gdy do Sejmu trafiły dwa projekty, społeczny i rządowy, Związek w całym kraju organizował duże, publiczne spotkania z posłami, wywierając na nich nacisk. Sejmowa komisja oświaty była natomiast miejscem nie tyle sporów, ile wręcz karczemnych kłótni o poszczególne artykuły Karty. Dość powiedzieć, że rząd przez prawie trzy godziny kłócił się ze związkowcami o… nazwę „Karta Nauczyciela”. — Projekt rządowy w wielu fragmentach Karty jest nie do przyjęcia — mówił Kazimierz Piłat, ówczesny prezes ZNP. Rząd wydłużał prace nad Kartą i sabotował jej uchwalenie, ponieważ obawiał się, że inne grupy zawodowe zażądają podobnych dokumentów. w efekcie ZNP zbojkotował Dzień Nauczyciela i zaczął szykować się do akcji strajkowej.

„Solidarność” podzielona

Co ciekawe, przywódcy oświatowej „Solidarności” stali wówczas po tej samej stronie, co rząd gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Sami działacze Związku byli jednak podzieleni w opiniach na temat nowej Karty. „Solidarność” początkowo brała udział w pracach nad dokumentem, potem jednak zaczęła się sprzeciwiać „przywilejom grup zawodowych” i kontestowała Kartę. Z drugiej strony „Tygodnik Solidarność” domagał się… gruntownych zmian w starej Karcie i krytykował ZNP za „ugodowość”. „Solidarność” proponowała m.in. wyłączenie z KN wszystkich przepisów socjalno-bytowych nauczycieli do układu zbiorowego. ZNP sprzeciwiał się temu, ponieważ Karta miała rangę ustawy — dużo wyższą niż jakikolwiek układ zbiorowy. Pod koniec 1981 r. „Solidarność” zapowiedziała nawet zorganizowanie w szkołach strajku przeciwko Karcie.

glos_kart_ma_30_lat_2 Ostatecznie Sejm jednomyślnie uchwalił Kartę 26 stycznia 1982 r., sześć tygodni po wprowadzeniu stanu wojennego. Na ile gorący politycznie okres pomógł przeforsować korzystne dla nauczycieli rozwiązania, a na ile nie — historycy pewnie mogliby się długo na ten temat spierać. Nauczycielom udało się jednak wywalczyć najważniejsze, co chcieli. Faktem też jest, że Karta Nauczyciela stała się pierwszą ustawą, jaką przyjął Sejm po wprowadzeniu stanu wojennego. Pełny tekst nowej Karty ukazał się w numerze 1 GN z 14. 02. 1982 r. (na zdjęciu).

Co dała nowa Karta?

>> Zmniejszyła nauczycielskie pensum do 18 godzin, dała belfrom prawo do wcześniejszej emerytury, dodatki za pracę na wsi, wynagrodzenie za nadgodziny, nagrody jubileuszowe, dodatki na zagospodarowanie, możliwość otrzymania taniego mieszkania. Zarobki nauczycieli miały odpowiadać przeciętnej pensji w zawodach inżynieryjno-technicznych.

>> Wprowadzała w szkołach rewolucję, jeśli chodzi o metody nauczania i warunki nauki dzieci. Karta nakładała na państwo m.in. obowiązek zapewnienia wiejskim szkołom wykwalifikowanych nauczycieli. Dotychczas bowiem na wsi pracowało ok. 19 tys. nauczycieli bez kwalifikacji. Czego efektem był gorszy dostęp dzieci wiejskich do wykształcenia i uczelni wyższych.

>> Zagwarantowała każdemu nauczycielowi prawo do „swobody stosowania takich metod nauczania i wychowania, jakie uważa za najwłaściwsze spośród uznanych przez współczesne nauki pedagogiczne”. Takiej autonomii do tej pory nauczyciele nie mieli. W ten sposób udało się przenieść środek ciężkości całego procesu nauczania z troski o stosowanie przez belfrów takich, a nie innych metod kształcenia na efekty i konkretną wiedzę dzieci.

>> Nadzór pedagogiczny nie rozliczał już nauczycieli z wymaganego przepisami sposobu omawiania lekcji, ale z tego, co uczniowie mają w głowach. Zmiana podejścia do nauczyciela wymusiła na instytucjach wspierających ciągłe badanie skuteczności różnych form pracy z uczniem oraz innowacyjność.

>> Zdecentralizowała sposób doskonalenia nauczycieli. Wcześniejszy dokument określał dokładnie dozwolone formy podnoszenia przez nich kwalifikacji. Od wejścia w życie nowej Karty to nauczyciel o wszystkim decydował, Karta zobowiązywała go tylko do regularnego weryfikowania swojej wiedzy.

>> Nałożyła na dyrekcje szkół oraz organy ją nadzorujące konieczność zapewnienia nauczycielom i uczniom odpowiednich warunków do pracy i nauki. Wszystko to dzięki art. 29, który stwierdzał, iż „nauczycielowi przysługuje wyposażenie jego stanowiska pracy, umożliwiające realizację dydaktyczno-wychowawczego programu nauczania”.

Lata świetlne

Nie wolno zapominać, z jak ogromnymi kosztami dla przechodzącego załamanie gospodarcze państwa wiązało się uchwalenie Karty Nauczyciela. Samo obniżenie pensum do 18 godzin spowodowało konieczność zatrudnienia dodatkowo 130 tys. nauczycieli (wówczas pracowało ich w oświacie ok. 360 tys.). A był to okres, gdy oświata wchłaniała praktycznie całe roczniki najlepiej wykształconej młodzieży. Pod koniec lat 70. w szkołach pracowało 75 proc. absolwentów szkół wyższych. Szkoły wyższe musiały więc zainwestować ogromne pieniądze w uruchomienie kierunków pedagogicznych.

Dzisiejszą Kartę, od tej uchwalonej w 1982 r., dzielą praktycznie lata świetlne — w ciągu 30 lat dokument był zmieniany ponad 60 razy. Najważniejsze przepisy oraz — co istotne — duch tej ustawy pozostały jednak niezmienione — to przekonanie o konieczności zapewnienia dzieciom bezpłatnej, świadczonej na wysokim poziomie oświaty przez stabilnych zawodowo nauczycieli.

Piotr Skura

Źródło: www.glos.pl